Dawno nie pisalem.
Dni pietnascie rowno temu.
Nic waznego sie nie zdarzylo, znaczy sie zdarzylo, ale o tym nie chce mowic.
Nie podoba mi sie, to co robie na codzien.
Slodka rozkosz lenistwa przeplatana z melancholia dnia.
Szkola, smiech,
dom, nic nie robienie, siedzenie, gapienie sie, muzyka, przegladanie ktorejstam setnej fotografii, dogladajac piekna, ktorym raczyl urzec mnie autor.
Wewnetrzna zlosc na swoje "nic", kompletne "nic". I nie rusze sie, bo nie chce mi sie.
Mam swoje pomysly, mam swoje koncepcje fotek, ktore zamierzam kiedys zrealizowac.
Pomysly, do ktorych potrzebny mi tylko jeden jedyny znak i wykonam je.
Tak, najlepiej jak tylko umiem.
Jak sie postaram, to umiem naprawde zajebiscie. [zapewniam]
Tylko ten odruch, znak, kopniak..
Jak ma on wygladac?
niepowiemwam.
I chcialbym cala skrzynke roznych bajerow do aparatu.
Zadajac sobie pytanie: Po co? Przeciez i tak nic nie zrobisz.
Ale chce.
Pogoda mi nie przeszkadza, nie dotyka mnie. A jak juz to robi, to ignoruje ja.
I takie "nic wiecej do powiedzenia".
kurwa, nienawidze...